Jak przygotować psa do chodzenia po górach?

Chodzenie z psem po góach może być aktywnością niezwykle wciągającą o ile, to my sami czerpiemy z przebywania w górach przyjemności.

My po górach chodzimy dużo, choć wiem, że są ludzie, którzy chodzą więcej. Tylko na nieliczne szlaki wchodzę bez psów- na te, na które wstęp z psami jest zabroniony z powodu regulacji Parku Narodowego.

W roku 2021 po górskich szlakach przemierzyliśmy piechotą 554 kilometry, w tym roku na razie tylko ponad 320km. Przemierzamy wszystkie łańcuchy górskie Polski, od Sudetów po Karpaty o każdej porze roku bo praktycznie co tydzień jesteśmy w górach czy to na górskie wędrówki, czy to na rower lub na narty.

od lewej Heca, Chila, Mojo

Eksplorowanie terenów górskich jest aktywnościa wymagającą dla przewodnika nie tylko wiedzy z zakresu bezpieczeństwa (obuwie, ubiór, ekwipunek, sprzęt [raki, kije trekingowe itd], progonoza pogody, poziom trudności szlaku ale także należałoby mieć wiedzę z zakresu bezpieczeństwa poruszania się na szlaku z psem.

Każdy pies będzie potrzebował przygotowania indywidualnego. Rozsądne przygotowanie psa jak i człowieka do aktywności górskiej, odpowiedzialny dobór szlaku do poziomu naszej kondycji pozwoli zminimalizować ryzyko niebezpieczeństwa na szlaku i pozwoli cieszyć się wspólnymi chwialmi podczas górskich wędrówek.

Jak należy więc zacząć?

W zależności od kondycji zwierzaka, zaczynamy poziomem od niego dostosowanym. Głupotą jest zabieranie na kilkudziesięcio kilometrowe wymagające szlaki, psa który na spacery chodzi tylko dookoła bloku. Co nie znaczy, że takiego psa nie uda się przygotować do takich przemarszów. Zakładam natomiast, że przewodnik też może nie mieć odpowiedniej kondycji. A należy pamiętać, że od wszlekiego rodzaju urazów zarówno nas jak i nasze zwierzęta, chorni odpowiednio rozbudowana struktura mieśniowa. Im lepiej rozwinięte mieśnie, tym mniejsze ryzyko urazu. Ponieważ to mięśnie w sytuacji kontuzjogennej będą pierwszą linią, która chroni nas od wszelkiego rodzaju urazów.

Nasz trening należy zatem dostosować do poziomu aktywności, wieku i zdrowia psa.

Szczenię w górach

Szczenię w górach jest złym pomysłem. Dlaczego? Ponieważ jego system kostny jest w trakcie rozwoju. Szczenie narażone jest ekstremalnie mocno na różnego rodzaju urazy, stąd też jak mantrę powytarzam: 1 minuta wymuszonego ruchu na każdy tydzień życia psa. Co oznacza, że ani 2 miesięcznego, ani 5 miesięcznego psa nie możemy zabrać w góry. Jeśli natomiast jesteś spragniony górskich widoków i koniecznie musisz i chcesz wybrać się w ich okolice ze szczenięciem, wybierz się na krótki spacer w dolinę. Krótki spacer dla 5 miesięcznego psa będzie trwał 30 minut! Nie 5 godzin!

Przypomnę również, że okres szczenięcy trwa do 9, a czasem nawet 12 miesiąca życia.

I jestem zwolennikiem aby psa przed ukończeniem wzrostu nie zabierać w góry. Okres wzrostu u psa rasy Golden Retriever trwa nawet do 18-24 miesiąca życia.

I nie, nie ma magicznego guziczka, który pozwoli nam w sposób odpowiedzialny i bezpieczny przeskoczyć fakt, że szczeniaka w góry nie zabieramy. Tak samo jak noworodki czy bardzo malutkie dzieci też same górskich szlaków nie przemierzają ze względu na to, że są wyjątkowo narażone na urazy, a ich szkielet nie jest do tego dostosowany. Dziecko możemy natomiast wsadzić do nosidła, pieska rasy Golden… raczej niekoniecznie…

Co jeśli mieszkamy w terenie górskim? W terenie górskim należy zatem znaleźć możliwie jak najmniej wymagający odcinek na codzienne spacery tak aby nie narazić naszego szczeniaka na jakiekolwiek przeciążenia.

Junior w górach

Z młodym psem zaczynamy trening na codziennych spacerach. Golden Retriever jest psem rasy myśliwskiej co znaczy, że został stworzony do wysiłku i pracy. Cierpliwe czekanie w szuwarach (w różną pogodę) oraz wielogodzinne aportowanie potwierdzają, że można tego psa przygotować do wielogodzinnego wysiłku. Nasze spacery nie powinny być zatem tylko luźnym bieganiem bez smyczy, ale także treningiem gdzie pies na tej smyczy idzie obok nas (bez ciągnięcia, w górach może być to ekstremalnie niebezpieczne) przez kilka kilometrów bez zatrzymywania się. Zacznijmy od dystansów które nie sprawiają nam trudności po to aby je systematycznie wydłużać. Z korzyścią dla psa jak i dla przewodnika. Róbmy treningi interwałowe, szybki marsz, wolny marsz, postój na odpoczynek. Marsz ciągiem przez godzinę lub dwie. Marsz szybkim tempem, jeśli dajemy radę około 5km w ciągu 60 minut. Używajmy do treningu przechodzenia przez korzenie, powalone drzewa, pagórki, góreczki, wzniesienia, dołki, nierówny teren. Każdy trening kończymy spokojnym marszem około 5 minutowym, pozwólmy psu w spokoju się wyciszyć.

Dobrą formą treningu jest dla psa i człowieka chodzenie po schodach oraz bieganie. Do biegania także należy stosownie się przygotować, o tym pisałam w innym artykule. Biegania zwiększa wydolność oddechową, która w górach bardzo pomaga.

W góry zabieramy TYLKO PSA ZDROWEGO, KTÓRY NIE MA STWIERDZONYCH ANI WIDOCZNYCH ŻADNYCH KONTUZJI!
Zalecam, zawsze docelowo wykonać RTG stawów biodrowych i łokciowych w przypadku planów na regularne wyjazdy w góry u psów po skończonym 15stym miesiącu życia.

I nie, stwierdzona nieprawidłowość w budowie stawu nie jest przeciwskazaniem do treckingu w górach, chyba że jest to bardzo poważny stan, zakładam jednak, że w przypadku bardzo poważnej dysfunkcji stawu pies ma również oczywisty problem w poruszaniu się po terenie nizinnym. O wszystkim natomiast w razie problemów opowie nam nasz lekarz SPECJALISTA.

Pies w górach nie ma prawa ciągnąć. Pies w górach idzie na smyczy zwłaszcza w wysokich partiach gór. Pies w górach powinien być posłuszny i skupiony na przewodniku.

Pies w górach potrafi zrobić krzywdę innym ludziom (wbiegnięcie w kogoś bez kontroli, naskoczenie celem przywitania się itd). W góry chodzą także rodziny z dziećmi, zwróć uwagę na to jak Twój pies reaguje na dzieci.

Ludzie mijani na szlaku z reguły są bardzo otwarci, przyjacielscy i usmiechnięci na widok maszerujących psów, ale są też ludzie których reakcja bywa zupełnie odmienna. Miej to na względzie.

Senior w górach

Senior to pies specjalnej troski. Jeśli jest to pies, który po górach chodził to starajmy się nie zabierać mu tej przyjemności do momentu kiedy pozwala mu na to jego kondycja. Wybierajmy natomiast szlaki jak dla malutkich dzieci. Łatwe, o minimalnym przewyższeniu bez trudności technicznych. Dostosujmy porę dnia, pogodę do stanu zdrowia naszego psa. O ile pies w wieku 10 lat potrafi przejść w górach kilkanaście kilometrów, o tyle upływ nawet kilku miesięcy może to drastycznie zweryfikować. Bądź czujny. Pies bywa wytrzymały ale możesz przeoczyć sygnały o jego zmęczeniu czy wyczerpaniu. Senior jest także z racji wieku narażony bardziej na udar czy wylew.

Dla seniora doskonałym sposobem na utrzymanie odpowiedniej kondycji fizycznej będzie hydroterapia.
Mojo obecnie w wieku 12 lat u 7 miesięcy na górskie wędrówki już nie jest przeze mnie zabierany.

Dorosły pies

Dorosły pies, to pies który zakończył okres wzrostu. Potocznie to pies w wieku od 15 miesiąca w górę. Dorosły pies trenujący regularnie na codziennych spacerach, a także w górach (każde wyjście w góry jest treningiem) będzie potrafił w doskonałym tempie przejść kilkadziesiąt kilometrów. Dostosowujmy trasy do treningów i pogody i warunków fizycznych naszego psa. Urozmaicajmy trasy, od tych o niskim przewyższeniu po te o bardzo dużym, te łatwe technicznie do tych trudnych technicznie. Psa w górach proawdzimy ostrożnie. W sytuacjach (zwłaszcza na zejściu), które mogłoby powodować pociągnięcie przewodnika i upadek, warto pomyśleć o puszczeniu psa luzem. Oczywiście rozsądnie aby nie zrobił krzywydy sobie i innym. Pies, który ma w naturze dzikie pędy, lepiej aby szedł w jakikolwiek sposób kontrolowany. My chodzimy na pasie dogtrekingowym oraz smyczy robionej na zamówienie z amortyzatorem odpowiedniej długości, pies w góry zawsze idzie w szelkach typu active firmy Ruffwear lub Hurtta.

Na wycieczkę w góry ze swoim psem musisz zabrać wodę. Ja pozwalam psom pić wodę ze strumyków czy kałuż ale moje psy są zaszczepione w kierunku Leptospirozy.

Pies zjeść powinien maksymalnie 3h przed wysiłkiem. Nie karmimy psa w trakcie marszu. Uważamy na podłoże i kondycje opuszek u psa. W zimie, śnieg lubi się zbrylać pomiędzy opuszkami, należy go co jakiś czas odczepiać i wyciagać z sierści. Można pomyśleć o obuwiu dla psa- my nie stosujemy. W zimie w wyższych górach chodzimy tylko otwartymi wariantami szlaków, lub wariantami zimowymi. Zagrożenie lawinowe może być znaczne, dlatego tym bardziej kontrolujemy sytuację, a już niedopuszczalnym jest aby puścić psa luzem w terenie zagrożonym lawinowo.

Pamietamy o zabezpieczeniu przeciw kleszczom i innym insektom. Nie maszerujemy z psem w pełnym słońcu w upalne dni. Jeśli pies zmoknie warto mieć ze sobą w samochodzie szlafrok lub ręczniki, którymi wysuszymy naszego czworonoga. Po wysiłku najwcześniej karmię swoje psy do godziny od zakończonego marszu.

Uważamy na owady żądlące oraz na żmije. Nie pozwalamy psu gonić za zwierzyną. Pies ma być odwoływalny. Pies nie powinien zakłocać spokoju innych maszerujących jak i zwierząt dlatego, wyjatkowi ujadacze powinni być uciszeni lub pozbawieni przyjemności wędrowania po górskich szlakach.

Nie śmiecimy. Wszelkie nieczystości zabieramy ze sobą w dół szlaku aby wyrzucić je do odpowiedniego kontenera z odpadami.

Życzymy bezpiecznego maszerowania po szlakach.

Pozdrawiam

Edyta, Heca, Chila i Mojo.

Pies na szlaku, czyli Goldeny w Skalnym Mieście.

Każdy, kto staje przed wejściem do Skalnego Miasta na północy Czech, nie może oprzeć się wrażeniu, że widok ten skądś już zna. Sceneria do złudzenia przypomina znane z dziecinnych opowieści siedliska krasnoludów. Jednak mało kto po przekroczeniu bramy zajmuje się wypatrywaniem skrzatów. Wszyscy zadzierają głowy do góry, podziwiając fantazyjne formacje piaskowców. Kompleks Skał Ardszpasko-Teplickich znajduje się w Czechach tuż przy granicy z Polską i stanowi świetny cel na aktywny wypad. Szlaki poprowadzone przez Skalne Miasto nie nastręczają zbytnich trudności nawet początkującym piechurom. Chcąc zobaczyć oba zespoły skalne, przejdźmy się pętlą, która je łączy.

Zobaczcie sami jak wyglądało to w naszym złotym wykonaniu 🙂

Pies w Kajaku? Oczywiscie!

Witajcie,

Postanowiłam opublikować zdjęcia z naszego letniego wypadu na kajaki do Murowa w woj. opolskim.

Jest tam Starobrawski Park Narodowy, a spływ odbywał się na rzece Budkowiczance.

Bardzo gorąco polecamy ten typ aktywności. Oczywiscie nie obyło się bez wpadek do wody, niekontrolowanych psich wyskoków i innych mokrych akcji.

Zobaczcie sami.  Umiejęność robienia zdjęć w kajaku jest przez nas jeszcze nieopanowana, więc następnym razem postaramy się lepiej 🙂

Zapraszam też do obejrzenia filmiku, co prawda są też do góry nogami więc można zobaczyć jak psy pływają po niebie 🙂 Za pierwszym razem filmiki ładują się dość długo.

 

„Żywieniowi ekstermiści” czyli dlaczego grupy o goldenach doprowadzają do szału…

Na różnego rodzaju forach, ja osobiście dzielę ludzi, na tych którzy na zadane pytanie odpwiadają konkretnie, oraz na takich- którzy nie mają pojęcia nt. intencji pytania (nie zawsze osoba zadająca pytanie pisze ze szczegółami, o co chodzi) zachowują się jakby pozjadali wszystkie rozumy i za wszelką cenę chcą USZCZĘŚLIWIĆ nas swoją „jedyną prawdą”… siejąc zamęt w około, szukając zadymy, pyskówki, gdzie oczywiście z rzeczową rozmową nie ma z ich strony to nic wspólnego- a upomnieni- że odzywają się nie na temat- nie robią sobie z tego kompletnie nic.

W dzisiejszych czasach jakiekolwiek „dyskutowanie” na publicznych, otwartych forach jest moim zdaniem karkołomnym zajęciem- no chyba że ktoś czerpie przyjemność z pyskówki, jaka ma miejsce praktycznie pod każdym tematem.

Z tego powodu, z wielu grup tzw. wazajemnej adoracji wypisałam się sama, z grup na których osoby które dzieliły się wiedzą- były hejtowane, z grup gdzie zadane niewygodne pytanie „niewłaściwym” osobom, powoduje obruszenie administracji „wzajemnej adoracji”. Z grup, gdzie nie ma żadnej merytoryki, a treści są bezwartościowe i płytkie. Z grup, gdzie ludzie siebie nie szanują.

Z tych wszystkich najgorsze są te gdzie tematem przwodnim jest żywienie… lub te tematy, gdzie ktoś po prostu zapyta o cokolwiek co dotyczy „żywienia”.

Zapytałam dzisiaj na jednym forum „Makrelę wędzoną podajecie całą czy obieracie z ości”. Mając na uwadze już swoje własne preferencje (moje są takie, żeby podawać surową). Pytanie, myślę konkretne… bez opisywwania z mojej strony jak często zamierzam psa karmić taką rybą, dlaczego (czym to jest uzasadnione) etc.

Odchodząc jeszcze na chwilę od tematu ryby… dlaczego najbardziej nie lubię dyskutować na otwartych forach? Bo ludzie są bezmyślni. I bezmyślnie zadają pytania (nie szukając w historii) oraz ludzie nie mają szacunku ( nie do pomyślenia na zamkniętym forum dla hodowców na którym każdy każdego zna osobiście!).

Dlaczego makrela? Po krótce… makrela należy do ryb tłustych, dzięki temu jest dobrym źródłem dobroczynnych kwasów omega-3 oraz witaminy D. Dodatkowo w makreli znajdziemy dużą ilość selenu. Makrela to źródło pełnowartościowego białka (18,6 g/100 g). Warto zastąpić nią mięso czerwone i drób. Makrela zawiera aminokwasy egzogenne (m.in. leucynę, izoleucynę, lizynę), które muszą być dostarczone do organizmu z pożywieniem. Makrela to ryba tłusta, zawiera 14 g tłuszczu w 100 g mięsa. W rybie tej znajduje się bardzo dużo kwasów tłuszczowych wielonienasyconych omega-3, co decyduje o walorach zdrowotnych makreli. Kwasy omega-3 normalizują poziom trójglicerydów we krwi, mają działanie ochronne na serce i naczynia krwionośne. Poprzez wbudowywanie się w krwinki czerwone poprawiają ich elastyczność, w ten sposób zwiększając ukrwienie organizmu. Ponadto makrela to źródło fosforu i potasu oraz witaminy D i witaminy A.
Oczywiście makrela podczas wędzenia „nabawia”się znacznej ilości soli… (!!!!)
Wiele też zależy od technik wędzenia…

Na moje pytanie, które przypomnę było nt. sposobu podawania, a nie tego czy ją podawać… przeczytałam odp. że to sama sól i oczywiście „miły” komentarz jednej pani, na mój temat nt. sposobu karmrienia psa…

Pani się bardzo rozpędziła w swoim wywodzie, widząc już chyba oczami swojej wyobraźni i znając lepiej jak czesto i w jakich ilościach zamierzam podawać taką rybę swoim psom.

Ludzie- opanujcie się. To że ktoś zadaje jakieś pytanie, nie oznacza od razu że:
1) nie zna plusów i minusów danej czynności/ sytuacji etc
2) jest totalnym laikiem w temacie
3) zamierza pakować w psa 2 tony makreli każdego dnia.
4) nie wie co robi
5) nie konsultował tego z kimś o głębszej wiedzy weterynaryjnej
6) zadając pytanie nie mamy w obowiązku spowiadać się ze swoich działań a już tym bardziej tłumaczyć dlaczego zadaliśmy takie konkretne pytanie, na które oczekiwałam tylko w swoim przypadku, tylko „obieram” bądź „nie obieram”.

Więcej pokory… przy niedzieli dla wszystkich. 
Mniej hejtu, więcej zrozumienia i mniej wścibstwa w pouczaniu innych.

dziekuję za uwagę.
EG

Blaski i cienie hodowli

Wczoraj pisałam na moim funpage:

JESTEM TAKA ZMARTWIONA I WKURZYŁAM SIĘ!

??1 marca opublikowałam artykuł 18 punktów po których będziesz mógł wymieść konkurencję z rynku.

Gadanie jest tanie, a ostatecznie jednak liczą się efekty!
?Osoba, do której pisałam ten artykuł (i pokrój osób) wciąż lata za mną po forach internetowych. Mimo iż oficjalnie napisałam „Nie marnuj swojego czasu na latanie za mną po forach internetowych i szkalowanie mojego imienia ponieważ po 19 latach bycia w tym środowisku tego typu dziecinne działania motywują mnie do działania jeszcze bardziej.”

Wydaje mi się, że aby to zrozumieć trzeba najpierw przyswoić co zostało napisane. Jestem smutna, bo widać, że nie każdy ma taką umiejętność. Co więcej przeraża mnie fakt z jaką intencją działa ta osoba (?) do ojca własnego psa- który nic nikomu nie zrobił, poza tym że urodził się pieknym i mądrym psem. Czyżby to był rodzaj zazdrości?

?Zachwycić ludzi pięknym zdjęciem w sieci, to potrafi prawie każdy. Zachwycać ludzi dając im wymarzone dla nich pod względem temperamentu szczenięta, to potrafią nieliczni.

?Co więcej, osoba do której to pisałam sama jest tego przykładem- wszak jest właścicielem szczeniaka po moim psie (i jego pięknej matce!).

?Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż i wciąż szkaluje mnie w internecie, zapominając jak to „wół cielęciem był”. Stąd też kolejna wena na kolejny artykuł.

Z ciekawości, takie pytanie -blaski i cienie hodowli?- zadałam na pewnej grupie kynologicznej. Przeczytajcie poniżej, co piszą na ten temat hodowcy. 

Pani Julia na tak zadane pytanie odpowiada ” Kłaki w kawie, kłaki w pościeli, kłaki w zupie, kłaki w kanapce, kłaki w szafie,kłaki w aucie i kłaki wszędzie…Ogólnie są częścią wystroju naszego domu i dosypujemy kłaki do wszystkiego „.

Pani Ewa dodaje „Jak pogrzeb i wesele na jednej imprezie”, poprosiłam ją o rozwinięcie myśli, dodała więc  ” Tyle emocji i to nawet w jednej godzinie. Ciężko jest krótko ubrać w słowa. Raczej łatwiej sobie to wyobrazić. Tyle samo radości, szczęścia, co bólu i łez … stresu, luzu, frajdy, obowiązku, zadawania pytań, braku odpowiedzi .. uśmiechu przez łzy, łez przez uśmiech … wciąż się na coś czeka, wciąż coś wyobraża, planuje, układa .. są chwile mega radości i wielkich rozczarowań” 

Pani Ula napisała krótko „Hodowla- pokora w tym co się robi”. 

Pani Aleksandra natomiast dzieli się swoimi spostrzeżeniami „Zauważyłam ostatnio, że od momentu, w którym znajomi dowiadują się, że zajmuję się hodowlą, nasze rozmowy o psach (cudzych zwłaszcza) wyglądaja trochę inaczej. Na przyklad ZAWSZE dodają coś w stylu „no bo to pies nierasowy, taki tam kundelek”, albo „kupiony za male pieniadze, ale no wiesz po prostu sie zakochałam w tej mordce” i mowią to z takim tonem, jakby z jednej strony czuli sie winni, ze kupili kundelka z drugiej jakby chcieli wywrzeć na mnie presje zrozumienia pt.” bo to dalej pies i go kocham”, albo z kolejnej jakby zakladali z gory ze ich osadzam…?? To chyba mozna włozyć do „cieni posiadania psów rasowych i rozmowy ze zwykłym niepsim człowiekiem” 

Pani Zuzia dodaje do tego „Ja dawno temu gdzieś to przeczytałam i pamiętam cały czas: pies nie jest na całe życie, ale Ty jesteś jego całym życiem.
Staram się żeby ich życie było najlepsze, najpiękniejsze, najfajniejsze, bo wtedy będę wiedzieć, że dzięki mnie żył na 150%. Liczę na to, że ukoi to moje sumienie gdy przyjdzie czas się pożegnać.” 

Pani Magdalena gorzko dodaje ” Właśnie ostatnio miałam przykład cienia: straciłam ładnego i grubego maluszka chihuahua w 9 dniu życia. Walczyłam, ale się nie udało. Był blask-radość udanego, naturalnego porodu,blask- radość, że właśnie ta mała, mimo, że urodziła się bez krążenia, to udało mi się ją reanimować i… wydawało się, ze wszystko gra… a jednak, nie było ok.” 

Pani Ilona natomiast zauważa „Blaski hodowli: zwierzęta i niektórzy ludzie.
Cienie hodowli: niektórzy ludzie.”

To wszystko prawda. Każde doświadczenie hodowcy jest prawdziwe.  Wyciągacie z tego już lekcje dla siebie? Myślę, że warto.
To i tak bardzo delikatne uwagi, wnioski- te wypowiedzi powyżej. Na temat blasków i cienii można by rozmawiać godzinami.

Dlaczego? Dlatego, że każdy hodowca wcześniej czy później oba te określenia odczuje w swoim działaniu.Jesli myślisz, że jest inaczej- bardzo się mylisz.

Co ważne, często rozmowy nawet ze znajomymi wyglądają tak:
„za ile sprzedajecie te szczenięta?”
„za 4 tysiące”
„ojej, to mając 10 szczeniąt po 4 tysiące to zarabiacie aż 40 tysięcy”

Jednak jest jedna podstawowa rzecz, fakt, że koszty Twojej działalności hodowlanej to nie tylko pełna micha dla psa.

  • To koszty badań lekarskich, certyfikatów zdrowotnych (regularnie)
  • To koszty wystaw- jeśli więcej niż podstawowe trzy na hodowlankę ( a zakładam, że chcesz odnieść sukces?) to wydasz na to kupę kasy, spędzisz mnóstwo czasu na halach na ringach i w samochodzie: kiedy chcesz być włścicielem szanowanego reproduktora tym bardziej!
  • To energia przeznaczona na wychowanie i pielęgnacje psa
  • To koszty reproduktora/ lub koszty wizyt u szczeniąt aby sprawdzić i zweryfikować warunki hodowlane w końcu podpisujesz się pod tym imieniem i nazwiskiem!
  • To koszty utrzymania szczeniaków, ich odpowiedniego zywienia, socjalizacji, opieki weterynaryjnej, mleka, karmy, zabawek, mat, ręczników, podkładów, preparatów, to Twoje nieprzespane noce kiedy nikt nie płaci Ci dniówki, a potencjalni nabywcy pytają „czy można negocjować”. Czy można negocjować twoją pracę która odbywa się 24h/h przez dwa miesiące non stop? Twój strach, ból, cierpienie kiedy coś pójdzie nie tak?
  • To tylko drobny procent tego ile kosztuje prowadzenie hodowli

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze – to działanie NON STOP! Będą nieprzespane noce, nerwy i stres. To nie tak, że kiedy zakłada się hodowlę, to  możesz sobie wstać o godzinie 10, potem śniadanko i leniwym krokiem do szczeniaczków.

Tak więc w te przykładowe 40 tysięcy wlicz 2 miesiące pracy non stop, odejmij wyżej wymienione koszty plus dodaj jakiś margines błędu 10% i policz sobie stawkę godzinową. Dalej twierdzisz, że to kokosy?

Wróg sukcesu

Wszyscy kochają Cię, gdy jesteś w drodze do swojego pierwszego miotu. Jednak, kiedy już to zarobisz, to dla niektórych staniesz się piep…..ną konkurencją, która dorobiła się na „układach”.

Wiem, że teraz może Ci się to wydawać mocno podkoloryzowane, jednak rzeczywistość potrafi być naprawdę brutalna. I nawet jeśli tak jak ja przeznaczasz pieniądze na cele adopcji psów,  albo za darmo dzielisz się swoją wiedzą to i tak licz się z tym, że spotkasz sporo osób, którym Twój sukces się nie spodoba i zrobią wiele, aby nadszarpnąć Twoją reputację, zaszkodzić Ci lub spróbują Cię zwyczajnie sciągnąć w dół.

Hejt i fakt, że ludzie interpretują każde Twoje słowo dowolnie, w zależności od potrzeb i intencji.

Bez względu na to, co powiesz, znajda się tacy, którzy będą szukali dziury w całym.

Jak Cię ktoś spyta pod zdjęciem potomka Twojego psa „z jakiej pochodzi hodowli” ,a Ty odpowiesz i okaże się, że jest to znana hodowla/ utytułowani rodzice – powiedzą, że się się reklamujesz. Jeśli nie powiesz, uznają, że zadzierasz nosa.

Jeśli ktoś będzie Cię obrażał na Twoim fanpage’u i go zablokujesz, to nagle okaże się, że nie masz do siebie dystansu. Jeśli pozwolisz mu pisać, inni powiedzą, że pozwalasz robić bałagan we własnej piaskownicy.

Im większa będzie Twoja rozpoznawalność, tym surowiej będą Cię oceniać. Przywyknij, że gdy na Twoim profilu pojawi się zdjęcie z Twoim psem, usłyszysz, że „nawet Twoje psy są na sprzedaż”.

Nie dogodzisz wszystkim.

Kiedy przychodzi ból

Jeśli psy są dla Ciebie kimś więcej.  Albo jeśli masz w sobie choć odrobinę emaptii, to niestety,  po odejściu Twojego przyjaciela będziesz odczuwał bardzo cięzkie chwile. Niezależnie od tego czy jest się hodowcą czy nie, wszyscy właściciele przez to przechodzą. Czasem trzeba podjąć ważną decyzję- czy skończyć cierpienie psa czy nie. Czasem przechodzimy przez tragiczne choroby z naszymi psami. Psy są częscią nas, kiedy odchodzą to bardzo boli. Mając psa, mając hodowlę niestety prędzej czy później doświadczysz tego bólu. Doświadczysz go też po prostu mając psa. Mając kilka psów, narażasz siebie na dużo więcej…

Oddzielaj ziarno od plew

Hodowla nie kończy się na skasowaniu pieniędzy za sprzedanego szczeniaka, a bycie właścicielem repa nie kończy się na kasowaniu pieniędzy za krycie. Krycie musi być skuteczne, muszą urodzić się szczeniaki, powinieneś wtedy pomóc hodowcy znaleźć dla nich jak najlepsze domy a potem pielęgnować kontakt z właścicielami szczeniąt. Ale najpierw… najpierw ktoś musi przyjechać do Ciebie na krycie… A to nie jest tak, że skoro na fejsie pod zdjęciem Twojego pięknego psa pojawi się 30 komentarzy i 200 lajków to właściciele suk będą walić do Ciebie drzwiami i oknami…
Trzeba mieć jeszcze co zaoferować poza ładnym obrazkiem… I umieć oddzielić ziarno od plew. Umieć powiedzieć nie, mimo wizji rzekomego zarobku!

To samo tyczy sie sprzedaży szczeniąt. Są to godziny spędzone na rozmowach z nabywcami, ciągłe odpowiadanie na te same pytania, przeżywanie jak maluch radzi sobie w nowym domku i czy jego nowa rodzina da radę… Ale najpierw ciężki zadanie przed Tobą- tą rodzine musisz wybrac Ty! Taką aby była najlepsza… Jak masz wiedzieć, która jest najlepsza? Nie ma na to złotej rady… złotego przepisu. Życie, jak to mówią pisze rózne scenariusze.

A prawda?

Prawda jest taka, cokolwiek byś nie zrobił/zrobiła wszystkim nie dogodzisz.

Jestem tego przykładem. Mimo, że wydaje mi się że przecież nikomu nie wadzę? Nic bardziej mylnego… zawsze są osoby które powiedzą lub napiszą tak jak ostatnio na jednym z forów publicznych,  że opłaciłam na pewno wszystkie wystawy na jakich występował i wygrał mój pies. Znaczyłoby to, że jestem bardzo bogata- bo przecież Mojo ma za sobą kilkadziesiąt wygranych. Nawet nie wiedziałam, że mogę być taka bogata 🙂  w rzeczywistości takie komentarze jednak wcale mnie nie bawią.

Czasem trzeba jednak być na tyle odważnym aby walczyć o siebie i budować swoją wartoś, być może w przypadku bardzo oczerniających komentarzy może jedynym rozwiązaniem jest załatwić takie sprawy drogą oficjalną? Z pomocą prawnika? Albo w sytuacji kiedy czyjeś zachowanie zaczyna przeradzać się w nachodzenie. Pamiętaj, że takie rzeczy są karalne. Korzystaj ze swojego prawa. Gdyby ludzie w internecie liczyli się ze słowem, które bezmyślnie piszą wszystkim żyło by się lepiej.

 

Pozdrawiam Cie serdecznie,

Edyta

www.goldenmajko.pl

 

Z psem na szlaku „Dolina Chochołowska”

Z cyklu „Pies na szlaku” Dolina Chochołowska

Historia to troszkę, całkiem dawna, choć jeszcze wiosenna 
W kwietniu pojawił się pomysł wyjazdu w poszukiwaniu krokusów. Krokusy kwitną wczesną wiosną (kwiecień) w Dolinie Chochołowskiej w Polskich Tatrach. Do Doliny można spokojnie wejść z psami, pamietać należy jednak aby pieski nasze były na smyczy. Trzeba tez zabrać ze sobą workeczki na odchody.
Pomysł spontaniczny, spontanicznie realizowany, aby pojechać, przejść, zobaczyć i wrócić bez zbytniego ociągania się.
Wyjazd z Wrocławia o godzinie 22 okazał się byc dobrym pomysłem, przyjazd na parking przy wejściu do Doliny o g. 3 nad ranem, pogaduchy i spacerek nocny z psami aby o 5 położyć się spać. Spać to za dużo powiedziane, była to samochodowa drzemka do 7, śniadanie w postaci kanapek i w drogę. A widoki… no sami zobaczcie 
polecamy 

Hard Dog Race 2018 Zawiesiuchy: błogostan dla serca

Około 450 par człowiek- pies wystartowało w pięknych okolicznościach przyrody w Zawiesiuchach pod Warszawą 12 maja.

Nie często można spotkać ważkę, kolorowe motyle, posłuchać odgłosów żab oraz innych stworzeń.

W takim właśnie anturażu psy oraz ich współtowarzysze w rywalizacji biegały, pływały, skakały oraz wykonywały inne skomplikowane czynności, by dotrzeć do mety 6-cio kilometrowej trasy, pokonując uprzednio 16 przeszkód

Bieganie, rower? Jak przygotować psa do tego typu aktywności.

Witajcie,

Na dzisiaj przygotowałam dla Was artykuł na temat biegania lub jazdy na rowerze z psem który biegnie z boku.

Po pierwsze i najważniejsze, jeśli dane ćwiczenia wprowadzimy z głową w sposób rozsądny to ani nam ani psu nie powinny grozić żadne kontuzje.

Odnosić się będę w dużej mierze do psów dużych takich jak Golden retrievery. Jednakże Ty jako wlaściciel psa powinieneś przede wszystkim wiedzieć do jakiej aktywności dana rasa się nadaje. Jesli tego nie wiesz, warto odrobić lekcje, poczytać na temat charakterystyki i predyzspozycji rasy, aby potem móc rozważać odpowiednią aktywność ruchową dla Ciebie i Twojego pupila. Zawsze możesz tez zasięgnąc języka u dobrych hodowców lub znawców rasy.

Do każdej aktywności- zwłaszcza nowej należy przgotować się stopniowo. Nie wybieraj się od razu na dystans biegowy 5-10-15 km. Nawet jeśli uda Ci się przebiec to kontuzje raczej masz gwarantowane. Nie mówię tutaj już nawet o skręconych stawach skokowych ale o naciagniętych lub naderwanych mięsniach, obolałych stawach bądź innych urazach. Zacznij od krótkiego dystansu, naucz sie stopniowo chodzić przynajmniej 2 km dziennie dość szybkim tempem aby nie mieć zadyszki, później staraj sie spacer zmienić w marszobieg i stopniowo w bieg. Jak masz zacząć biegać nie będe Ci tutaj pisać- od tego sa inne blogi. Zaopatrz się w odpowiednie obuwie i ubranie. Pamiętaj zresztą zawsze o rozgrzewce, a po bieganiu o rozciaganiu. Nigdy odwrotnie.

I tu przechodzimy do kluczowych kwestii. Rozgrzewki także potrzebuje pies. Taką rozgrzewką może być szybki spacer. Potem kilka razy siad/wstań. Chodzenie w około po jak najmniejszym promieniu w lewo i w prawo. Chodzenie ósemek. Podawanie łapy lewej/prawej. Oraz kompozycja stój/siad/leżeć. Powtórzona kilka razy.  Rozgrzewkę robimy przed bieganiem (jogging) oraz przy bieganiu przy rowerze. 

ROWER
1) Do tego aby pies mógł z Tobą regularnie biegać przy rowerze musisz zrobić RTG stawów biodrowych. Jesli radiolog oceni zdjęcie i stawy biodrowe na zdrowe i nadające sie do regularnego ruchu- śmiało.  

ROWER /JOGGING

2) Zawsze pamiętaj o rozgrzewce

3) Pies przy rowerze może biegać tylko w kłusie (nigdy galopem chyba że trenujecie do zawodów i masz rasy pociągowe np. husky lecz wtedy zapewne doskonale wiesz co trzeba robić 🙂 )

4) Unikaj wysiłku z psem w silnym nasłonecznieniu

5) Wysiłek tylko minimum 1-2 h po posiłku

6) Jeśli planujecie długi dystans pamiętaj że Twój pies potrzebuje wody (lub zbiornika wodnego, cieku wodnego do schłodzenia) 

7) Jesli widzisz że Twój pies nie daje rady- daj mu odpocząć- jesteś za niego odpowiedzialy.

8) Pies jak człowiek potrzebuje wdrożenia do aktywnych treningów- nie zaczynaj od 15 km.  Trenujcie razem od poczatku stopniowo. 

9) Uważaj po jakiej nawierzchni biegasz. To, że Ty masz buty nie oznacza, że Twojemu psu będzie się miło biegło po betonie… ( już nie wspomnę, że po rozgrzanym betonie czy asfalcie absolutnie nie wolno wyprowadzać Ci psa!) 

10) Zabierz ze sobą woreczki na odchody- Twój pies w każdej chwili może chcieć się załatwić. Posprzątaj po nim.

11) Jeśli biegasz w nocy załóż na siebie i na psa odblaski.

12) Zawsze biegajcie w szelkach, smyczy z amortyzatorem odpowiedniej dlugości i pasie trekingowym. 

Oto mój zestaw do biegania:

Buty


Pas dogtrekingowy

 


Smycz z amortyzatorem


Szelki

Chili w szelkach

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Edyta
www.goldenmajko.pl

Jeśli masz ciekawe uwagi zapraszam Cię do komentowania.

Szczeniaczkowo

Witajcie,

Długo nas nie było. Działo się u nas bardzo wiele, niektóre elementy życia zostały wywrócone do góry nogami. Samo życie.

Ale ponieważ mamy 4+4+2 nogi to dajemy radę ogarniać rzeczywistość, a energii nam nie brakuje więc ciagle gdzieś jesteśmy. Albo ciągle gdzieś nas nie ma. Albo jest nas za mało.

Nawet nie wiem od czego zacząć. Może od jednej z radośniejszych nowin takich jak to, że 4 tygodnie temu urodziły się pierwsze szczeniaki po Mojo w 2018 roku. Jest to trzecie skojarzenie tej samej pary. Z dwóch poprzednich miotów urodziły się fantastyczne maluchy, za każdym razem mamy inne odcienie goldenów, także i tym razem stwierdziliśmy, że skoro Dafne i Mojo dają takie piekne i mądre dzieci to dlaczego nie. W końcu jak to niektórzy mówią, nie ma drugiego takiego piękne złotego goldena.

Żeby za dużo nie pisać pozostawiam Was w rękach galerii zdjęć. Oczywiście więcej zdjęć na moim facebooku, na którego serdecznie zapraszam www.facebook.pl/goldenmajko

W kolejnym wpisie podzielimy się dalszą częscią relacji, dlaczego nas nie było przez chwilę.